To już nie jest ciekawostka z targów motoryzacyjnych — chińskie marki na dobre rozgościły się w polskich salonach. BYD, MG, Omoda, Jaecoo czy Leapmotor otwierają kolejne punkty sprzedaży, a ich udział w rejestracjach nowych aut rośnie z kwartału na kwartał. Głównym argumentem pozostaje cena: za elektrycznego lub hybrydowego SUV-a z bogatym wyposażeniem zapłacimy często kilkadziesiąt tysięcy złotych mniej niż u europejskiej konkurencji.
Jakość przestała być problemem
Stereotyp „chińszczyzny" odchodzi do lamusa. W testach zderzeniowych Euro NCAP nowe modele z Chin regularnie zdobywają pięć gwiazdek, a producenci kuszą gwarancjami sięgającymi 7 lat na auto i 8 lat na baterię trakcyjną. To dłużej, niż oferuje większość zachodnich marek.
Wyzwania? Sieć serwisowa dopiero się buduje, a wartość rezydualna — czyli to, ile auto będzie warte za kilka lat — pozostaje wielką niewiadomą. Na rynku wtórnym chińskie modele wciąż są rzadkością, więc trudno o wiarygodne notowania.
Co to oznacza dla kupujących używane?
Pierwsze egzemplarze z polskich salonów właśnie zaczynają trafiać na rynek wtórny — często z dużym rabatem względem ceny nowego auta. Dla łowców okazji to szansa, ale warto sprawdzić dostępność części i najbliższego serwisu, zanim podpiszemy umowę. Ceny części zamiennych do najpopularniejszych modeli na szczęście szybko spadają, a ich oferta — także na naszym portalu — rośnie z miesiąca na miesiąc.
Zdjęcie poglądowe — fot. Unsplash.