Używany elektryk przestał straszyć. Baterie trzymają się lepiej, niż myślisz

Ceny używanych aut elektrycznych spadły do poziomu, przy którym trudno przejść obojętnie. A dane o degradacji baterii rozprawiają się z największym mitem tego rynku.

Używany elektryk przestał straszyć. Baterie trzymają się lepiej, niż myślisz

Używane elektryki taniały przez ostatnie dwa lata szybciej niż jakikolwiek inny segment rynku. Efekt? Kilkuletnia Tesla Model 3, Nissan Leaf czy Renault Zoe kosztują dziś tyle, co porządny used-car spalinowy z tego samego rocznika. Dla kierowców dojeżdżających głównie po mieście to często rachunek nie do pobicia — koszt „paliwa" potrafi być kilkukrotnie niższy.

Mit umierającej baterii

Największą obawą kupujących wciąż jest bateria. Tymczasem duże badania flotowe pokazują, że współczesne ogniwa tracą średnio ledwie 1,8–2% pojemności rocznie. Oznacza to, że po 8 latach typowy elektryk wciąż dysponuje ok. 85% pierwotnego zasięgu — a producenci i tak gwarantują zwykle minimum 70% pojemności przez 8 lat.

Przed zakupem warto poprosić o raport SOH (State of Health) baterii — coraz więcej serwisów i stacji diagnostycznych wykonuje takie badanie w kilkanaście minut. To elektryczny odpowiednik pomiaru kompresji silnika.

Na co zwrócić uwagę?

Poza baterią sprawdźmy historię ładowania (częste ładowanie „do pełna" na szybkich ładowarkach przyspiesza degradację), stan opon (elektryki są cięższe i zjadają je szybciej) oraz dostępność złącza CCS — starsze modele z CHAdeMO trudniej naładować poza domem. Reszta to standard: lakier, zawieszenie, historia serwisowa.

Zdjęcie poglądowe — fot. Unsplash.

← Poprzednia ciekawostka Chińskie marki szturmują polskie drogi. BYD i MG nie są już egzotyką Następna ciekawostka → Youngtimery na fali. Dlaczego auta z lat 90. kosztują dziś krocie?